Z Arkadiuszem Świętosławskim rozmawia Michał Kiński
FUTBOL – JEGO ŻYCIE ale POZOSTAŁ PEWIEN NIEDOSYT
Arek, w młodym wieku znalazłeś się w drużynie Wielkiego Widzewa, która wówczas miała w składzie gwiazdy polskiej piłki. Jak trafiłeś do drużyny Franciszka Smudy?
Do pierwszego Widzewa trafiłem z drużyny juniorów, wówczas miałem 17 lat. Franciszek Smuda przyszedł na mecz i zainteresował się moją osobą.
Jaką osobą jest obecny trener Lecha Franciszek Smuda?
To był wulkan. Kiedy trafiłem do pierwszego zespołu bałem się mu spojrzeć w oczy. Smudę traktowałem z respektem i był dla mnie przykładem. Uważam, że jest dobrym trenerem, treningi były fajnie poukładane. Ale czy zawiniłem czy nie zawiniłem, zawsze mu schodziłem z drogi. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek na mnie nakrzyczał. Ja na treningach dawałem z siebie wszystko, nogi nigdy nie odstawiałem. Może dzięki temu grałem w drużynie gwiazd.
Czy jako 17-latek byłeś najmłodszym zawodnikiem w Widzewie?
Tak, byłem najmłodszy w drużynie. Generalnie Smuda nie lubił młodych zawodników. Starsi ode mnie Artur Wichniarek, Marcin Zając i Maciej Terlecki byli teoretycznie młodymi piłkarzami, ale ja byłem od nich jeszcze młodszy. Na tych zawodników krzyczał więcej niż na mnie. Chyba trener wiedział, że daje z siebie wszystko na treningu. Koledzy z drużyny czasem żartowali, że traktuję każdy trening, jak mecz.
Jakich wskazówek udzielał trener Smuda, kiedy zdecydował, że wejdziesz na boisko?
Kiedy wpuszczał mnie na boisku, mówił: spokojnie Arek, jesteś młodym zawodnikiem, wejdź i pokaż co potrafisz. Zdążysz jeszcze się ograć. Zawsze mówił co myśli. Przed każdym meczem myślałem, żeby dać z siebie wszystko i tylko wtedy nie będę miał do siebie pretensji. Trzeba pamiętać, że nikt cię tak nie zmotywuje, jak ty sam siebie.
W Widzewie współpracowałeś z Franciszkiem Smudą, Orestem Lenczykiem, następnie z Markiem Dziubą. Na jakich pozycjach widzieli Cię szkoleniowcy?
Franiczek Smuda wystawiał mnie na środku pomocy bądź ataku, Orest Lenczyk próbował na obronie. Marek Dziuba z kolei widział mnie na lewej lub prawej pomocy. Trenerzy zazwyczaj dawali mi szanse, kiedy zawodnik z podstawowej jedenastki doznał kontuzji. Młodemu zawodnikowi było ciężko przebić się do pierwszej jedenastki i grać. Nawet jeśli miałem dobry mecz w zastępstwie za kolegę, to i tak trener sadzał mnie później na ławkę. Nie przejmowałem się tym, bo cieszyłem się, że jestem w takim klubie.
Marek Citko jest legendą Widzewa. Graliście razem, ale myślę, że był również Twoim idolem?
Marek Citko był przede wszystkim moim przyjacielem w Widzewie. Zawsze razem trenowaliśmy w parze, był kumplem z którym o wszystkim mogłem porozmawiać. Citko był w pewnym momencie dla wszystkich idolem. Dla mnie był idolem, ponieważ poznałem go, jako kolegę i znałem z każdej strony. Jest dla mnie wspaniałym człowiekiem i jednym z lepszych piłkarzy polskiej piłki. Brakowało mu szczęścia i czasem wydaje się, że był niedoceniany. Miał kłopoty ze zdrowiem, a ciężko się pozbierać po poważnej kontuzji.
Który z piłkarzy najwięcej Tobie podpowiadał podczas treningów i meczów?
Oprócz Marka Citki, to Marcin Zając, Mirek Szymkowiak. Radek Michalski grał w środku pola i wiele razy - kiedy siedzieliśmy na obiedzie - podpowiadał mi, jak mam się ustawiać na boisku i doradzał, jak grać.
Starsi od Ciebie piłkarze mieli wówczas wysokie pensje, a Ty z pewnością z racji wieku miałeś mniejszą pensję. Ale czy starczało Ci na wszystko, czego zapragnąłeś?
Ogromna przepaść była między moimi zarobkami, a zarobkami starszych kolegów. Jako młodemu chłopakowi nie brakowało mi niczego. Mogłem sobie pozwolić na wszystko. Nie mogę stwierdzić, że musiałem uważać na wydatki.
Ale byłeś osobą, która szastała pieniędzmi?
Nigdy nie należałem do takich osób, nigdy mnie pieniądze nie zgubiły. Ale dzisiaj jako starszy chłopak trochę inaczej bym zagospodarował pieniędzmi.
Dnia 29 maja 1999 roku pokonaliście na własnym boisku w derbach Łodzi ŁKS 5:0. W 44. minucie Arkadiusz Świętosławski zaskoczył Bogusława Wyparłę i zdobył jedną ze zwycięskich bramek.
Bogusław Wyparło po meczu powiedział mi, że był zaskoczony moim strzałem. Dla mnie, jako młodego chłopaka, było to ogromne przeżycie. Strzelić bramkę przy pełnym widzów stadionie i przy ogromnym dopingu, to coś niesamowitego. Kibice skandowali moje nazwisko. Tego nie da się opisać i zapomnieć.
Czy przed strzałem na bramkę myślałeś nad innym wariantem rozegrania akcji?
Nie. Nie było nawet na to czasu. Widziałem wolną przestrzeń i powiedziałem sobie w myślach, że jak się nie strzela na bramkę, to wtedy nie ma bramek. Uderzyłem i ten gol stał się dla mnie wyjątkowym.
Zdobyłeś zwycięską bramkę podczas meczu młodzieżowej reprezentacji Polski z reprezentacją Niemiec. Trenerem kadry wówczas był Edward Klejndinst.
Tak, podobnego gola strzeliłem w reprezentacji Polski, kiedy graliśmy przeciwko Niemcom. Zdobyłem bramkę na 2:1. Wówczas w reprezentacji Niemiec grało wielu znanych piłkarzy. Pamiętam, że grał Sebastian Deisler (przyp. red. 36 meczów w seniorskiej reprezentacji Niemiec, były piłkarz Bajernu Monachium), a gola strzeliłem Timo Hildebrandowi (7 występów w seniorskiej reprezentacji Niemiec, m. in. piłkarz Valencia F.C.). Kiedy strzelasz w reprezentacji bramkę na wagę trzech punktów, to wszyscy się cieszą i rzucają się na ciebie. Mecz był w telewizji, spotkanie było nagłośnione na cały kraj. Wszystkie gazety pisały o mnie. Jeden z redaktorów napisał: „Święty ratownik”. Takich chwil się nie zapomina.
Pamiętasz śmieszne momenty z szatni Widzewa?
Mnóstwo było śmiesznych momentów i często uśmiech na twarzy towarzyszył nam. Zresztą jak w każdej drużynie. Pamiętam jeden moment, kiedy grał u nas w zespole Zbigniew Czajkowski. Mieliśmy trening strzelecki. Piotrek Szarpak - największy “jajcarz” - zauważył leżącą na ziemi torebkę foliową i powiedział do Zbyszka: „Czaja zobacz twój ortalion leży na ziemi”. Zawsze było wesoło w drużynie. Po wygranym meczu dopisywał humor i miła atmosfera, natomiast po porażce była cisza i spokój, każdy w myślach dalej rozgrywał ten mecz.
Reprezentowałeś Polskę od najmłodszych lat, strzeliłeś ponad 30 bramek dla reprezentacji, ponadto zadebiutowałeś w Widzewie w wieku 17 lat. Byłeś z pewnością uznawany za „piłkarską perełkę”, ale Twoja kariera w pewnym momencie stanęła w miejscu. Czy pewien niedosyt z gry w piłkę pozostał?
Piłkarzem nie czuję się do końca spełnionym. Byłbym z pewnością spełniony, gdybym do dzisiaj grał w ekstraklasie czy zagranicznym klubie. Cieszę się z tego, że gram w Aleksandrowie. To dla mnie takie osobiste spełnienie, że mogę wiele dobrego zrobić dla klubu i kibiców. Gramy w II lidze i to jest historyczny sukces.
Słyszałem, że miałeś ciekawy epizod w kadrze, kiedy pojechałeś na konsultację i piłkarze nie wiedzieli, gdzie leży Aleksandrów.
Tak, jako młody chłopak pojechałem na kadrę, a tam byli rówieśnicy ze znanych polskich klubów. Każdy był w swoich strojach, oni mieli ładne dresy. Ja miałem dres Włókniarza Aleksandrów. Byłem tam zagubiony, każdy z nich był pewny siebie. Ich oczy skierowane były na mnie, bo miałem gumowe korki. Pytali się skąd jestem. Nie znali wówczas Włókniarza Aleksandrów. Czułem się, jak z innej planety. Okazało się później, że niektórzy zawodnicy ze znanych klubów na boisku byli słabi. Dla mnie liczyła się ambicja, wola walki, determinacja. Reprezentowałem kraj i to była największa motywacja. Sam hymn Polski przed meczem dodawał adrenaliny. Czułem się jak w seniorskiej reprezentacji Polski.
Masz 30 lat, chciałbyś jeszcze zagrać w ekstraklasie?
Pewnie, że tak. Kibicuję przede wszystkim łódzkim zespołom i życzę im sukcesów. Mam nadzieję, że moje mecze w II lidze kogoś zachęcą, aby dać mi jeszcze szanse w ŁKS-ie, Widzewie czy Bełchatowie.
Oprócz gry w piłkę również na co dzień pracujesz fizycznie. Jak godzisz obowiązki?
Ciężko jest pogodzić pracę z grą w piłkę. To już nie jest profesjonalne uprawianie sportu. Są sytuację, kiedy przed meczem bądź po meczu idę do pracy. Kibice o tym nie wiedzą. Po ośmiu godzinach pracy fizycznej ciężko jest wyjść na boisko i zagrać dobre spotkanie. W tym momencie nie oszukasz organizmu. Każdy kibic chciałby, abym dobrze grał i bramki strzelał, ja też tego sobie życzę. Ale niestety nie jest to takie proste.
Czy po zakończeniu kariery chciałbyś zostać trenerem?
Nie wierzę, że po zakończeniu gry w piłkę każdy piłkarz odcina się od futbolu. Na pewno jak skończę grać w piłkę, to będę uprawiał nadal sport typu - bieganie, jazda na rowerze, czy chodził na basen. Również chciałbym w przyszłości szkolić młodzież. Może w Aleksandrowie odkryję piłkarski talent?
Z czego wynika słabsza postawa piłkarzy Sokoła w wiosennych rozgrywkach?
Na pewno wpływ ma indywidualna postawa zawodników i ich umiejętności. Mamy w drużynie wielu młodych zawodników, którzy nie potrafią udźwignąć tego psychicznie i na boisku.
Grasz już szósty sezon w Sokole. W tym czasie wielu szkoleniowców próbowało stworzyć wielką drużynę. Z którym trenerem najlepiej Ci się układała współpraca?
Z każdym trenerem miałem dobry kontakt, ale Tomasz Muchiński wprowadził w klubie pewien profesjonalizm. Kiedy Muchiński był, były również wyniki. W połowie rozgrywek byliśmy w czołówce ligi. Szkoda, że odszedł do Lecha, bo może nie mielibyśmy takich problemów. Pamiętajmy, że każdy trener chce się rozwijać i nikt nie może mieć do Tomasza Muchińskiego pretensji, że odszedł.
W Aleksandrowie piłkę nożną trenuje coraz więcej dzieci, które chcą iść w ślady Ebiego Smolarka. Jaka jest Twoja recepta na to, aby zostać piłkarzem?
Uważam, że u młodego chłopaka musi być dryg do piłki i charakter. Jak masz dryg do piłki, to pewne rzeczy będą ci wychodzić. Jeśli masz odpowiedni charakter, to będziesz trenował dalej i dążył do tego, aby ci wszystko wychodziło. Przez taką pracę polepszasz swoje umiejętności. Ważna również jest wszechstronność piłkarska. Ja zazwyczaj wsłuchiwałem się w podpowiedzi trenera przed meczem, kiedy przekazywał informacje wszystkim zawodnikom z różnych pozycji. To pomaga w rozwoju.
W dzisiejszych czasach młodzi piłkarze - oprócz meczów - również myślą o dyskotekach i dobrej zabawie. Taka postawa oddala wielu piłkarzy od profesjonalnej piłki i wielkich pieniędzy.
Dla mnie liczyła się tylko piłka nożna. Zdarzało się, że nawet spałem z piłką. Od najmłodszych lat piłka nożna stała się dla mnie największą miłością. Nie myślałem o dyskotekach. Trzeba mieć odpowiedni charakter, aby w pewnym wieku nie zbłądzić.
Dziękuję za wywiad i życzę szczęścia w piłce i oby Cię omijały kontuzje.
Dziękuję również, pozdrawiam.
- Autor: Michał Kiński
- Data dodania: 23.05.2009 08:59:35
- Źródło: Alternatywy 44
Galeria



