– Mają poparzone płuca, nie mogą oddychać i duszą się. Nie wiem, kto mógł dokonać takiej zbrodni – płacze Jagoda Witczak, właścicielka gospodarstwa. – Nie wychodzę już z domu, by nie słyszeć, jak charczą i nie patrzeć na ich mękę.
Pożar wybuchł w niedzielę około godz. 22. Błyskawicznie objął jedną ze stodół i dach obory, w którym nocowały zwierzęta. Słoma i siano, które służyły jako ściółka i karma dla zwierząt zadziałały jak wysokooktanowe paliwo. Płomienie były tak wysokie, że gasić je musiało ponad 50 strażaków. Akcję udało się zakończyć dopiero o godz. 5 rano. Wtedy okazało się też, że przyczyną tragedii było podpalenie.
Strażacy zauważyli, że ogień pojawił się w dwóch miejscach prawie jednocześnie – mówi Kinga Górska, z Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu. – To niemożliwe przy samozapłonie. Sprawa trafiła więc do prokuratury. Na miejscu mają pojawić się pracownicy gminy, którzy zabiorą martwe zwierzęta do utylizacji.
– To dorobek mojego życia i jedyne źródło dochodów – żali się pani Jagoda. – Ta hodowla kosztowała mnie 15 lat życia. Miałam specjalne certyfikaty, stwierdzające ekologiczny chów zwierząt.
[G]
$reklama
- Autor: Tomasz Dominowski
- Data dodania: 03.08.2010 23:19:09
- Źródło: Express Ilustrowany
Galeria