– W niektórych budynkach stwierdziliśmy brak gaśnic, które ktoś po prostu ukradł – mówi Mariusz Mirowski, specjalista ds. zarządzania nieruchomościami w spółce komunalnej PGKiM. – Bardzo niepokojące są także sygnały o tym, że lokatorzy otwierają drzwiczki szafek, w których znajdują się zawory gazowe. Nie wiem, w jakim celu to robią, bo nie da się tam podłączyć na dziko. W domach tych nie ma kuchenek gazowych, lecz elektryczne. Gaz używany jest tylko do ogrzewania. Mimo to stwierdziliśmy ślady manipulowania przy zaworach, co może skończyć się ich uszkodzeniem, a w efekcie wyciekiem gazu i eksplozją. Szafy zostały zabezpieczone, a gaśnice uzupełniliśmy. Sprawdziliśmy też oznakowanie wyjść ewakuacyjnych.
Osiedle domów socjalnych w Aleksandrowie składa się z trzech budynków sprowadzonych w elementach z Niemiec. Choć to konstrukcja fińska, użytkowane były w Hamburgu jako domy dla uchodźców. Są podobnej budowy, jak hotel robotniczy w Kamieniu Pomorskim – blaszane płyty, a między nimi izolacja. Wszystko na drewnianych dźwigarach. W razie pożaru ogień mógłby się rozprzestrzenić bardzo szybko. W domach mieszkają ludzie wysiedleni z mieszkań komunalnych, wychowankowie domów dziecka i samotne matki. Niestety, nie brak też nadużywających alkoholu i tzw. trudnych lokatorów. Kilku z nich zdążyło już zdewastować swoje mieszkania. Dwóch nawet zdecydowano się stąd wykwaterować, ale problem tkwi w tym, że nie bardzo jest dokąd. Czekają na zwolnienie się mieszkania o jeszcze niższym standardzie. Takich jednak po prostu nie ma.
– Na szczęście wszystkie łatwopalne elementy domów przed zamontowaniem były pokryte specjalną warstwą ogniotrwałą – mówi Mariusz Mirowski. – Dlatego domy te są znacznie bezpieczniejsze niż obiekt w Kamieniu Pomorskim. Są tu też nowe instalacje elektryczne, a na miejscu codziennie jest pracownik socjalny i administrator, którzy mają reagować na ewentualne nieprawidłowości.
Mieszkańcy domów nie czują się zagrożeni pożarem.
– Nie, palić to się chyba u nas nie będzie, bo uważamy, żeby z papierosem nie zasnąć i piecyki wyłączać na noc – mówią.
– Ale to nie znaczy, że mieszka się tu dobrze. Po zmroku nie palą się latarnie, nie ma klucza do bramy, a brak ogrodzenia sprawia, że wrzucają nam tu śmieci, butelki i wjeżdżają na motorach. Ostatnio ktoś pomazał ściany farbą. No i nieraz nam tu ubliżają. Ale chyba nikt nas tu nie spali żywcem...
(JAZ)
- Autor: Tomasz Dominowski
- Data dodania: 19.04.2009 14:12:04
- Źródło: Express Ilustrowany
Galeria